sobota, 12 grudnia 2009

Arequipa

Dotarliśmy do Arequipy wcześnie rano, około siódmej. Złapaliśmy taksówkę z dworca autobusowego do centrum miasta i zostawiłem Ewelinę oraz torby na ławce naprzeciw pięknego, starego franciszkańskiego kościoła.

Mój spacer w poszukiwaniu hotelu był jednym z najprzyjemniejszych w naszej dotychczasowej podróży. Tak wcześnie rano wszędzie było cicho, było przyjemnie chłodno, a padające światło czyniło wszystko pięknym - trochę tak, jak dzieje się w Islandii, gdy słońce jest bardzo nisko na niebie. Rzadko budzimy się tu na tyle wcześnie, by cieszyć się podobnym widokiem.

Centrum Arequipy jest stare, a obszar, który przyszło mi przemierzać, miał kręte, wąskie uliczki, tak wyraźnie wcześniejsze o kilka wieków od samochodów. Większość hotelów i hostelów była o tej porze zamknięta, ale w końcu znalazłem jeden, Solar de Macarena, który oferował piękny pokój na drugim piętrze z oknami wyglądającymi na stosunkowo cichą ulicę, z własną łazienką, dostępem do kuchni, bezprzewodowym internetem, wygodnym tarasem ze stołkami, parasolami i krzesłami, oraz pizzerią na pierwszym piętrze. 60 soli, zameldowaliśmy się przed 9tą rano.

Ten poranek wyznaczył tor naszego pobytu w Arequipie - klimat był przyjemny, miasto było piękne, a my mieliśmy doskonałe miejsce do gotowania, używania komputera i relaksowania się. Graliśmy w bilard i odwiedzaliśmy wyśmienite restauracje i bary, dostępne tu dzięki obecności turystów.

Utarty szlak ma swoje uroki.

Jedną z naszych głównych wycieczek była wizyta w niesamowitym starym klasztorze Santa Catalina, zajmującym całą przecznicę miasta; wizyta w wiosce w mieście, gdzie bogate, drugie córki żyły religijnym, niepiśmiennym życiem luksusu - "cele", jakie dowiedziliśmy, były większe niż moje mieszkanie, i obejmowały również pokoje służących. Najwyraźniej konie zostały zakazane dopiero po tym, jak jedna z zakonnic zażądała jednego od swojej rodziny i spowodowała zbyt wiele wypadków, ujeżdżając go. Na pewno nie było to miejsce, które przychodzi do głowy na myśl o zakonnicach...

Kolejną naszą wycieczką była wizyta w muzeum Santury, gdzie przewodnik opowiedział nam historię zmumifikowanej inkaskiej dziewczyny, a następnie nam ją pokazał. Kapłani Inków poświęcili ją siłom natury, zaś współcześni naukowcy przywrócili ją cywilizacji i nazwali Juanitą. Juanitę znaleziono, wciąż zamarzniętą, na szczycie pobliskiego wulkanu zaledwie kilka tygodni po tym, jak erupcja sąsiedniej góry stopiła jej lodowy grób, powodując ześlizgnięcie się jej pięćsetletniego ciała po ścianach krateru. Fascynująca historia.

Ewelina i ja odwiedziliśmy także różne biura podróży w Arequipie, naradzając się, jak i kiedy zarezerwować Szlak Inków oraz ustalając, czy wybrać się na wycieczkę do pobliskiego, gigantycznego kanionu. Ostatecznie nie zarezerwowaliśmy niczego, pominęliśmy kanion i pospieszyliśmy się na nocny autobus do Cusco, z nadzieją, że za rozsądną cenę uda się nam zdobyć miejsce na Szlak na tyle wcześnie, by powrócić do cywilizacji na Boże Narodzenie.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

The past!